,

Bliźniaczki urodzone w 24 tygodniu ciąży są najlepszym dowodem tego, że cuda naprawdę się zdarzają

 

[hidden_content_fb]Annabelle i Imogen Weir to niesamowite bliźniaczki, które przyszły na świat o wiele za wcześnie. I choć wydawało się, że ich szanse są znikome, dzielne dziewczynki okazały się prawdziwymi wojowniczkami.

Dziś urocze siostrzyczki są uśmiechnięte i ciekawe świata. Wraz ze swoimi rodzicami tworzą szczęśliwą rodzinę, która jest wdzięczna za każdy dzień spędzony razem. Małżonkowie w ubiegłym roku przeszli przez prawdziwy koszmar, kiedy życie ich maleńkich córeczek wisiało na włosku.

Dziewczynki przyszły na świat 3 kwietnia 2016 roku. Pierwsza na świecie pojawiła się Annabelle, a 10 minut później Imogen. W chwili urodzenia każda dziewczynka ważyła niecałe 500 g. Ich stan był ciężki, ale maleńkie serduszka biły bardzo mocno.

Bliźniaczki jednojajowe spędziły pierwsze miesiące życia w szpitalu. Przetrwały wiele trudnych chwil. Nie mogły nosić nawet ubrań, ponieważ ich delikatna skóra mogła ulec rozerwaniu.

Mama dziewczynek przyznaje, że były chwile kiedy czuła się „winna”, że utrzymują je przy życiu. Ale widząc teraz uśmiechy na twarzy swoich pociech, ich radosne zabawy i wspólne drzemki, wie, że razem z ukochanym dokonali właściwego wyboru.

Bliźniaczki mieszkają razem ze swoimi rodzicami: Jamesem i Claire w Paisley.

Claire również była wcześniakiem, urodziła się w 24 tygodniu ciąży.

„Nigdy wcześniej nie słyszałem o tak małych bliźniakach, które by przetrwały. To wydaje się niemożliwe dla jednego dziecka, a co dopiero dla dwójki. Na początku czułam się naprawdę winna. Gdyby nie przeżyły, wszystko czego doświadczyłyby na ziemi wiązałoby się jedynie z bólem – wyjaśnia kobieta The Scottish Mail on Sunday.

Dodaje również, że jej maleństwa to najmłodsze i najmniejsze bliźniaki urodzone w Szkocji, którym udało się przetrwać.

„Konsultant powiedział nam, że jeśli dziewczynki urodziłyby się zaledwie 2 lata wcześniej, nie przetrwałyby – to jak szybko postępuje medycyna jest szokujące. One zaskoczyły wszystkich. Zawsze będą naszym małym cudem.”

Jason i Claire poznali się na Uniwersytecie w Dundee dziewięć lat temu. Pobrali się w 2013 roku, a pod koniec 2015 okazało się, że niedługo zostaną rodzicami. Byli zachwyceni, ale jednocześnie nie brali nawet pod uwagę możliwości, że Claire może nosić pod sercem bliźniaki.

Prawda wyszła na jaw w 7 tygodniu ciąży, kiedy kobieta zaczęła krawić. Podczas USG rodzice usłyszeli bicie dwóch maleńkich serduszek.

Od tej chwili Claire musiała poddawać się dodatkowym badaniom. Podczas USG w 20 tygodniu ciąży, wszystko wyglądało normalnie. Bliźnięta rozwijały się prawidłowo. Niestety w 22 tygodniu sprawa się skomplikowała. Claire nagle odeszły wody.

„Udałam się prosto do szpitala, gdzie zostałam przyjęta. Początkowo wydawało mi się, że to jeszcze za wcześnie na poród, ale potem okazało się, że mam już 2 cm rozwarcia.”

Lekarze z The Royal Alexandria Hospital w Paisley ostrzegli małżeństwo, że nie są w stanie zapewnić resuscytacji wcześniakom, które przyszły na świat przed 28 tygodniem ciąży. Kobieta została przeniesiona więc do Princess Royal Maternity Hospital w Glasgow.

„Mówili, że wszystko zależy od nas. Niektórzy rodzice takich wcześniaków nie decydują się na reanimację i zamiast tego spędzają ze swoimi dziećmi czas bezpośrednio po porodzie. Ale my chcieliśmy dać naszym dzieciom szansę. Wiedzieliśmy, że musimy spróbować.”

Podczas gdy inne matki na oddziale położniczym chciały urodzić jak najszybciej, pani Weir pragnęła jak najdłużej zatrzymać dzieci w swoim łonie.

„Chciałam donosić ciąże, tak długo jak było to możliwe. To był naprawdę straszny czas, pełen obaw. Starałam się nie ruszać zbyt wiele. Bałam się iść nawet do toalety.”

„Po 23 tygodniu dzieci można było reanimować, więc miałam nadzieję, że donoszę ciążę chociaż do tego czasu. Myślałam o tym na okrągło.” – kontynuuje kobieta.

Wkrótce pojawiły się jednak kolejne problemy. Organizm kobiety zaatakowała sepsa i trzeba było przyśpieszyć akcję porodową.

„Fakt, że na świat miały przyjść bliźniaki, miały urodzić się przedwcześnie, a ja miałam infekcję, jeszcze bardziej obniżył ich szanse na przeżycie. Nie robiłam sobie wielkich nadziei” – mówi 31-latka. „Pożegnaliśmy się z dziewczynkami, kiedy były jeszcze w brzuchu” – dodaje.

Claire przeczytała im bajkę dra Seuss „Green Eggs and Ham”.

„Myśleliśmy, że to może być jedyna okazja, ale po urodzeniu dziewczynek czytaliśmy im tę bajkę każdej nocy”.

Tuż po porodzie bliźniaczki trafiły na intensywną terapię. A ich mama musiała przejść natychmiastową operację.

„Mogłam przytulić Imogen 6 dni po porodzie, ale Annabelle była mniejsza i bardziej wrażliwa, więc dopiero po kilku tygodniach mogłam wziąć ją w ramiona. Były tak maleńkie, że mieściły się w jednej dłoni. Stópka Annabelle była wielkości paznokcia Jamesa. Byłam przerażona, kiedy pierwszy raz je trzymałam. Nie otwierały oczu i nie płakały przez kilka tygodni. Przez pierwszych 100 dni nie mogły nosić ubrań, mogły mieć założone tylko czapeczki i pieluszki. Ich skóra była zbyt delikatna. Byłam bezradna. Nie mogłam nic zrobić, aby utrzymać je przy życiu. Mogłam jedynie przekazać im moje mleko, które podawano przez sondę.”

Dziewczynki spędziły w inkubatorach 6 tygodni.


Bliźniaczki nadal otrzymują tlen przez rurkę, ale wkrótce powinny zacząć samodzielnie oddychać.

Claire zdradza, że Annabelle miała problemy z żołądkiem i traciła oddech. Z kolei Imogen musi przejść operację oczu.

„Mogliśmy zabrać Imogen domu wcześniej niż Annabelle. To było naprawdę trudne. Nie spałam przez 3 dni. Ciągle sprawdzałam czy mała oddycha. James okazał się być niesamowitym mężem i tatą – nie zrobiłabym tego bez niego. Kiedy po 138 dniach mogliśmy przywieźć do domu Annabelle, wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać.”

Na szczęście rodzina może być w końcu razem.

„To było przerażające doświadczenie, ale cudownie jest być razem w domu jako rodzina. Teraz mierzymy się ze wszystkimi problemami, jakie spotykają młodych rodziców, ale cieszymy się każdą minutą. Doskonali wiemy, że mieliśmy ogromne szczęście.”

[/hidden_content_fb]