,

Uzda wrastała w skórę jego głowy. Weterynarz zadrżał na widok tego, co znajdowało się pod nią

W kwietniu 2016 roku spacerowicze z Clondalkin w Dublinie ujrzeli stado galopujących po polach koni. Wśród nich zobaczyli coś, co szczególnie zwróciło ich uwagę.

Jeden z koni miał na sobie uzdę, która wrastała mu w skórę i powodowało krwawiącą ranę.

Ludzie natychmiast zaalarmowali organizację „My Lovely Horse Rescue”, która specjalizuje się w ratowaniu porzuconych i maltretowanych koni.

Niestety w Irlandii takie zjawisko nie jest rzadkością i często dochodzi do podobnych incydentów. Gdy był boom gospodarczy, wiele osób kupowało konie jako symbol bogactwa i majątku. Kiedy jednak pojawił się kryzys, ciężko było utrzymać konie, dlatego często były po prostu wypuszczane z gospodarstwa, aby zaczęły żyć samodzielnie… Wiele koni umierało z głodu lub wpadało pod koła samochodów. Szacuje się, że spotkało to około 20 tysięcy zwierząt.

Na szczęście lokalne organizacje alarmują, aby ludzie zwracali szczególną uwagę na stada koni. Często wolontariusze sami przeczesują teren, aby znaleźć zwierzęta.

Tym razem grupa ochotników próbowała złapać poszkodowanego konia. Okazało się to bardzo trudne, bo źrebak doznał szoku i uciekał za każdym razem, gdy ktoś próbował się do niego zbliżyć. Niestety nie można było tego dokonać w normalny sposób, dlatego wolontariusze zmuszeni byli do tego, aby ogłuszyć zwierzę z odległości. Podjęli trzy próby, które także nie odniosły skutku.

Postanowili, że będą przychodzić w to samo miejsce i przynosić źrebakowi marchewki i dzięki temu zdobędą jego zaufanie.

Każdego dnia było coraz lepiej aż w końcu udało im się znieczulić zwierzę na tyle, aby móc przetransportować je do weterynarza.

Nadano mu imię: Gerry. Lekarze byli zmuszeni usunąć wrośniętą w ciało uzdę, która wbijała się w jego ciało, podczas gdy zwierzę rosło. To musiał być niewyobrażalny ból… Głowa dosłownie była na uwięzi i nie mogła rozwijać się tak, jak u innych koni.

Gerry był w ciężkim stanie. Jego rany były bardzo głębokie, a do tego wszystkiego wdało się w nie zakażenie, ropa i robaki.

Dla weterynarzy stało się jasne, że kucyk będzie bardzo długo dochodzić do siebie. Nie byli nawet pewni, czy w ogóle istnieje jakiekolwiek lekarstwo, które przyspieszy gojenie i zwierzę nie będzie aż tak cierpieć.

Nawet jeśli fizyczne rany da się wyleczyć, to Gerry nigdy nie zapomni tego, w jaki sposób został potraktowany przez ludzi.

Zaraz po tym, jak został uratowany, był bardzo apatyczny i nie wiedział, jak mi się zachować. Uderzał głową o ścianę i nie reagował na nikogo. Jednak już dwa dni później przeszedł niewyobrażalną przemianę.

Gerry zaczął interesować się otoczeniem. Pozwolił nawet zbliżać się swoim wybawcom. Przeszedł gehennę i zrozumiałe było, że zraził się do ludzi. Zrobili mu przecież taką krzywdę…

Mijały tygodnie i miesiące. Gerry zaczął odzyskiwać siły i czuł się coraz lepiej. Blizny były coraz mniej widoczne. Koń wreszcie mógł cieszyć się życiem i zachowywać się tak, jak każdy źrebak.

Nadeszła także chwila przeprowadzki. Trafił do nowego domu, w którym ludzie nie mogli się go doczekać i był ich upragnionym koniem. Chociaż on miał szczęście i w ostatniej chwili został uratowany…